Wystarczy awaria elektryczna i wrócą do epoki kamienia łupanego?

  • O dzieciach cyfrowej epoki, cyfrowcach, 
  • O postulatach zastąpienia czymś nowszym XIX-wiecznych metod i narzędzi: pamięciowego wkuwania, ręcznych obliczeń, kartki, zeszytu, papierowej książki. 
  • O projektach typu "laptop 1:1", "tablet w szkole", a czasem o zwykłych kalkulatorach (zamiast mnożenia pisemnego).

Podłoże mitu

Enigmatyczne. Brak wiedzy, brak refleksji. Zwłaszcza - strach przed nowym. W innych dziedzinach raczej nie kierujemy się takimi założeniami (patrz zestawienie obok).
Osoba wygłaszająca taki pogląd często w istocie szuka najprostszego skojarzeniowo uzasadnienia dla zracjonalizowania swojej postawy, negatywnej wobec "nowych technologii".
Schemat:
  1. Fakt obiektywny: nowe technologie potrzebują prądu elektrycznego do działania - więc
  2. Pozornie logiczny wniosek: awaria elektryczna wyeliminuje nowe technologie
  3. Pozornie logiczne remedium: na wszelki wypadek zrezygnujmy z oparcia szkoły na nowych technologiach.
Źródło: africasummit.org, Mobile phones 'Powerful' in promoting health (...)
Z artykułu: liczba chorych na AIDS dzieci, które otrzymują opiekę medyczną podwoiła się w dwa lata dzięki komórkom.
[Aktualizacja: źródło jest obecnie niedostępne online].

Fakty

To bardzo dziwaczna legenda. Wyjątkowo antylogiczna Powtarzają ją zwykle ludzie, którzy w domach mają oświetlenie elektryczne, kuchnie elektryczne, pralki automatyczne,... Nawet jeżeli ogrzewanie mają gazowe, to przestaje ono działać, kiedy przestaje pracować elektryczna (!) pompa wodna. Piewcy tej legendy mają także tylko elektryczne narzędzia komunikacji masowej i osobistej. Używają elektronicznych telefonów komórkowych i stacjonarnych. Wyrzucili fotoaparaty tradycyjne i używają cyfrowych; nie obywają się bez tysiąca innych elektrycznych urządzeń. Wiedzą, że ich samochód także nie działa bez elektryczności (mimo, że nie potrzebuje kabla do elektrowni)
 Dostają elektroniczne wypłaty elektronicznym przelewem na elektroniczne konta i kupują tylko w sklepach, które zamierają po wyłączeniu prądu (kasy fiskalne). [Tu mógłby być kilometr dalszej wyliczanki...]
Szerzej:
 Mówią tak ludzie, którzy nie są w stanie przeżyć bez tysiąca zdobyczy cywilizacyjnych. Nie potrafią ustrzelić zająca ani oprawić kozy; utkać odzienia, nie mają w piwnicy zapasu kartofli i zboża na całą zimę. Zwykle nie mają pieca kaflowego, zapasu drewna na zimę, nigdy w życiu nie trzymali w życiu w ręce cepa do młócenia, tary do prania, tam-tamu do nadawania,...
I nagle...  twierdzą, że jakaś-tam komórka albo kalkulator w rękach ucznia stanowi absolutny wyjątek od powszechnych reguł i norm podstaw cywilizacji XXI-wiecznej Europy. Często ZUPEŁNIE SZCZERZE uważają, iż nikt nie widzi, że to zwykły absurd. 
 W tym samym czasie organizacje charytatywne zbierają używane komórki od ludzi dobrej woli i wyposażają mrących z głodu i mieszkających pod gołym niebem Afrykańczyków właśnie w KOMÓRKI (warunek: z notesami i kalkulatorami!), żeby szerzyć oświatę i ratować życie, bo BADANIA DOWIODŁY, że to warunek pomniejszania ubóstwa materialnego i duchowego. 
 I DA SIĘ tam używać komórek nie mając prądu WCALE, nigdy.
 Bo komórkom wystarczają nawet proste ogniwa słoneczne (dostępne nawet w polskich hipermarketach!).

Zob. art. (pol.) Komórka po afrykańsku