Infosukces - konkurs, którego nie polecam

opublikowane: 21 kwi 2014, 11:37 przez Piotr Szlagor   [ zaktualizowane 7 sie 2014, 03:32 przez Lechosław Hojnacki ]

W piątek 11 kwietnia 2014 miałem okazję pojechać z moimi dwoma uczennicami do Politechniki Łódzkiej na drugi i trzeci etap konkursu o nazwie Infosukces. Kiedy dostałem o nim informację, byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, gdyż wreszcie ktoś "poważny" zajął się organizowaniem konkursów opartych o środowisko Scratch. Dodatkowo, organizatorzy w materiałach, polecanych jako przygotowanie do konkursu, polecali mój podręcznik do Scratcha oraz dział temu poświęcony w Enauczaniu.

Wszystko zaczęło się już w momencie wjazdu na teren Politechniki. Pani portier, pytana jak dojechać na WEEiA (Wydziału Elektrotechniki, Elektroniki, Informatyki i Automatyki) stwierdziła, że "WWWE - nic mi to nie mówi". O żadnym konkursie też nie miała pojęcia. To samo stało się, gdy już weszliśmy do uczelni. Obecny tam portier był zaskoczony tym, że odbędzie się jakikolwiek konkurs. Nie było żadnego plakatu ani informacji dla przyjezdnych. Na dobre miejsce dotarliśmy "na czuja", idąc w stadzie z innymi uczestnikami.

Trafiliśmy w końcu przed salę komputerową, gdzie ktoś nas ściągnął z korytarza i powiedział, że jak konkurs to tutaj. Na 15 minut przed godziną rozpoczęcia podaną w regulaminie, dokonano rozpoczęcia i uruchomiono pierwszy etap. Polegał on na odpowiedzeniu na 30 pytań z zakresu podstawowego Informatyki w szkole średniej. Quiz był postawiony na platformie Moodle. Nauczyciele nie wiedzieli, co mają zrobić ze sobą, gdyż generalnie byli traktowani jak powietrze (to się nie zmieniło aż do końca dnia, oprócz momentu, gdy woźny/portier upomniał mnie, że nie wolno siedzieć na kaloryferze).

Organizator stwierdził, że uczniowie będą to pisać godzinę, więc poszedłem do samochodu. Udało mi się tam włączyć komputer, gdy dostałem SMS od uczennic, że one już po. Okazało się, że większość osób też już pokończyła swoje quizy. Przeraził mnie fakt, że cały czas dojeżdżały nowe ekipy, wchodziły do sali i zaczynały pisać. Dziewczyny powiedziały mi też, nie były pilnowane i gdyby chciały, to spokojnie mogłyby pracować wspólnie (co niektóre zespoły robiły).

Od 9 do 10 staliśmy pod salą i czekaliśmy na informację co dalej (wyniki quizów pojawiły się niezwłocznie po ich ukończeniu). W końcu przyszedł Pan i powiedział, że czekają na "panią z excelem" i że wyniki będą o godzinie 12. Uczniom zaproponowano w tym czasie udział w wykładzie z automatyki i podano salę, do której mogą się udać (czyli typowa zapchajdziura). My poszliśmy jednak zjeść coś na miasto.

Po 12 zjawili się organizatorzy i wyczytali trzynastkę osób, które miały przejść do kolejnego etapu. Zdziwiło to mnie i innych opiekunów, gdyż w regulaminie jasno było napisane, że to będzie dwudziestka. Laureaci zostali w sali komputerowej z wyznaczonym zadaniem w Scratchu. Reszcie powiedziano, że skończą o 13:30, a rozdanie nagród będzie o 15. Opiekunowie i pozostali uczniowie tym razem nie dostali nawet żadnego wykładu do oglądania. Po prostu róbcie ze sobą co chcecie. Poszedłem więc znowu na miasto.

Po powrocie do Politechniki, czekałem chwilkę na moją uczennicę. Gdy wyszła, rozpoczęliśmy letarg pod salą komputerową w nadziei, że wyniki konkursu przyjdą wcześniej. Nie byliśmy jedynymi. Pozostałe ekipy również koczowały w pobliżu. Gdy zbliżała się 15 przeszli obok nas organizatorzy z obładowani torebkami i poszli sobie gdzieś nic nie mówiąc. Czekaliśmy nadal do momentu, gdy wspomniany wcześniej pan woźny/portier przechodził i spytany przez jednego z opiekunów powiedział, że rozdania nagród z pewnością tu nie będzie, gdyż tu teraz będą odbywały zajęcia. Wspólnymi siłami odnaleziono jednak dobrą salę.

Rozdanie nagród to osobna historia. Dyplomy były źle podpisywane. Nie rozdano pucharów, gdyż ich nie mieli. Upominki dla uczniów, którzy nie zajęli miejsca "na pudle" były o wartości 5 zł. Na taki upominek składał się notes, szczoteczka do czyszczenia monitora i broszurka wydziału. Nie miałem jakichś wygórowanych oczekiwań, ale organizatorzy mogli się postarać o coś więcej niż to, co panie w dziekanacie miały aktualnie na biurku.

Podsumowując:

  • Konkurs zorganizowany tragicznie. Tłumaczenie się, że to pierwszy raz, i że organizatorzy dopiero się uczą jest w przypadku takiej uczelni bardzo dziwne.
  • Będąc tam obecnym miałem cały czas wrażenie, że zorganizowano go tylko po to, żeby potem móc się pochwalić, że się organizuje nowatorskie konkursy.
  • Uczestnicy i ich opiekunowie traktowani jak zło konieczne.
  • Nieprzestrzeganie własnego regulaminu.
  • Dawno nie cieszyłem się tak bardzo, że skądś odjeżdżam.

Piotr Szlagor


"Even a wildcat needs a good scratch"
by Helen Haden