Powrót do przeszłości, czyli ministerialne dorzynanie "cyfrowej szkoły"

opublikowane: 21 kwi 2014, 04:21 przez Lechoslaw Hojnacki   [ zaktualizowane 21 kwi 2014, 04:47 ]

Szkoła w Polsce jest jedną z ostatnich instytucji, które cyfrowo "niczego nie muszą". Niedawna nowelizacja Ustawy o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne... zobowiązała np. urzędy (ale już nie szkoły) do komunikacji elektronicznej z obywatelem, który tego chce. W efekcie np. E-dziennik nadal pozostanie dozwoloną wprawdzie, ale tylko fanaberią niektórych szkół. Może i dobrze, bo w zatrważającej liczbie szkół internet działa dziś w pewnie wyłącznie na papierze (też ministerialnym). Dziś ministerstwo z "cyfryzacją" w nazwie - zafundowało obywatelom (do świątecznych konsultacji, kończą się pojutrze) projekt Rozporządzenia o przepływności łącza szerokopasmowego internetu jednostek uprawnionych (tak, chodzi o wszelkie szkoły, biblioteki i placówki doskonalenia!), w którym przerżnięto (pardon, zastosowano bez zmian) przepustowość z poprzedniej wersji Rozporządzenia, sprzed DZIEWIĘCIU LAT. Zgodnie z empirycznym prawem Gildera przepustowość sieci potraja się co 12 miesięcy. Jeżeli oprzeć się na nim, rząd planuje regres o trzy-cztery rzędy wielkości. Jeżeli oprzeć się na łączach uznawanych za szybkie wtedy i dziś, regres wynosi dwa-trzy rzędy wielkości... Dla uprzytomnienia natężenia, z jakim rząd myśli o cyfryzacji szkoły warto sobie zdawać sprawę, że w 2005 roku, gdy powstał proponowany dziś zapis o "przyszłościowych" 2 megabitach, zaledwie 2% Polaków miało dostęp do "szybkiego internetu" (szybkiego według ówczesnych norm), Facebook jeszcze nie istniał, zaś nieznany jeszcze nikomu YouTube właśnie publikował pierwszy filmik.
 Nie nazwę podanego wyżej wykwitu rządowego myślenia o edukacji, bo wszelkie adekwatne określenia nie przeszły mi przez klawiaturę, w trosce o oczy Dam i Dżentelmenów czytających niniejszy tekst. Pozostaję przy przeświadczeniu, że to nie jest jedynie wypadek przy pracy, tylko objaw poziomu myślenia strategicznego o edukacji.
Przypominam dwie rzeczy:
  1. Ukutą przeze mnie "pierwszą zasadę Hojnackiego" (Internet zawiedzie zawsze), która na terenie szkół działa niemal tak powszechnie, jak prawo ciążenia. 
  2. Lansowane przeze mnie obejście zasady pierwszej - "pierwszy postulat Hojnackiego" (Miej zawsze własny internet).
 Postulat powyższy (który jest w istocie tylko przypadkiem szczególnym znanego postulatu "umiesz liczyć - licz na siebie"), pozostaje jedynym skutecznym rozwiązaniem dla przytłaczającej większości nauczycieli pragnących podczas zajęć spokojnie korzystać z najpotężniejszego wynalazku technologicznego przełomu tysiącleci.

 Tych, którzy dzięki ministerialnej lekcji wreszcie uwierzyli, zachęcam do lektury minidziału "Mobilny dostęp do internetu w praktyce".

Tych, którzy zamierzają powalczyć z ministerstwem z "ce" w nazwie, aby dołożyło coś-niecoś do planowanych 2 megabitów, czyli żeby zmniejszyło planowany regres o parę zer - zachęcam do lektury apelu Dariusza Stacheckiego w EduNews.pl.
Figa z Internetem.
Fot.: L. Hojnacki, CC-BY-SA-3.0.
Comments