Test "wirtualnej płyty" Komputer Świata

opublikowane: 12 lut 2013, 09:37 przez Lechosław Hojnacki   [ zaktualizowane 17 lut 2013, 13:02 ]

W poprzedniej wiadomości zapowiedziano test nowego sposobu dystrybucji płyt Komputer Świata polegającego na niedostarczeniu fizycznej płytki i zastąpieniu jej napisem "Nowy wygląd! Rewolucyjne zmiany. Wirtualna płyta zamiast krążka". Oto opis.

  1. "Wirtualna płyta", to żaden e-dysk. Należy koniecznie pobrać i zainstalować oprogramowanie. Po prostu do pobierania plików. Wyłącznie dla Windows! Kupujący nie został poinformowany, że zabrano mu prawo do użytkowania zakupionych treści poza Windows.
  2. Zgodnie z licencją użytkownik ma prawa niższe, niż miał kupując płytkę, zaś KŚ wymusił podanie naszych danych oraz ot tak - dał sobie prawo do zbierania dodatkowych danych o zachowaniach użytkownika. Alternatywą jest rezygnacja z użytkowania ZAKUPIONYCH WCZEŚNIEJ treści.
  3. Uruchamiamy zainstalowany w Windows program i ponownie logujemy się do swojego niechcianego konta. Niestety. Określenie "wirtualna płyta" jest grubym nadużyciem i świadomym wprowadzeniem czytelnika w błąd. Otrzymujemy stary toporny programik do pobierania treści ("pobierz i zainstaluj"), który nie pozwala pobrać danych bez instalacji, ani nawet sprawdzić szybkości transferu lub oczekiwanego czasu pobierania. To znacznie mniej, niż gdyby po prostu udostępniono pliki do pobrania. Co gorsza, samowolnie instaluje się on w autostarcie systemu.
  4. Pobieranie 300 MB audiobooka po dłuższym śledzeniu paska postępu zakończyło się.. komunikatem o błędzie 503 (p. rys. poniżej). 

Dość testów. Werdykt jest jednoznaczny. Pismo obniżyło koszty dystrybucji kosztem czytelników i nieuczciwie usiłuje ukryć regres pod hasłem "rewolucji" i oszukańczo nadużywa pojęcia "wirtualnej płyty". Jednocześnie zasadniczo ograniczyła realne prawa nabywcy do dysponowania zakupionymi treściami, wymusiła przekazanie własnych danych (w celu obowiązkowego założenia "konta" i przyznała sobie prawo śledzenia jego zachowań. Wygoda i jakość oferowanej usługi pobierania plików jest niska, zaś jej opis niezgodny z faktami.

Rynek papierowych mediów szybko się kurczy i KŚ zapewne musi oszczędzać. Jednak czyni to "na bezczelnego", zaś alternatywna oferta elektroniczna jest zgoła anachronizmem w dziedzinie udostępniania plików. Rekomenduję poszukanie prostej alternatywy: innego czasopisma.


P. S. Po ponownym (tym razem udanym) pobraniu "audiobooka" wyszło na jaw, że jest to 300-megabajtowy instalator (exe). Znów wyłącznie dla Windows, bez żadnego uzasadnienia, bo przecież jest to tylko archiwum plików danych niezależnych od platformy!

Comments